Komary

 

Reklamy

Kobieta potrzebuje uziemienia.

Deida, Łazariew i Hellinger pisza i mówią podobne rzeczy, ale w innym kontekście.

Kobiety i mężczyźni szukają swojego dopełnienia. Jednak ono nie istnieje na zewnątrz. Jedność Światłości i Ciemności zachodzi w naszym wnętrzu.
Kobiety naprzymierzały się już męskich atrybutów – tak… możemy być silne, wytrwałe, samowystarczalne w tej części świata same dajemy sobie świetnie radę.
Mężczyźni za to coraz częściej potrafią zajmować się dziećmi, potrafią dać troskę i opiekę, nie mniejszą czasemi niż kobiety.

Pytanie czy chcemy to robić? I czy jest sens robić to stale?

I jakoś tak sie porobiło, że wiele kobiet i wielu mężczyzn jest pogubionych.

Mamy względem siebie sprzeczne oczekiwania – część z nich rodem z epoki gadziego mózgu a część z epoki równouprawnienia i mieszania płci.

A problem realnym jest odcięcie od Źródła.

Kościoły coraz mniej mają do zaoferowania a inne formy duchowości są trudne do praktyki codziennej w rzeczywistości, którą Taco Hemingway określa jako Tamagoczi.
Jednak Boskość przymusi nas tak czy inaczej do wysiłku duchowego.

—-
Mocna, szybka i zaradna kobieta często wybiera mężczyznę, który zachowuje się jak chłopiec. Czyli jest odcięty: i od duchowości a matka była mu ojcem i matką; i od korzeni (męskich). Więc nie ma Celu. Nie wie co chciałby robić i jak.

Kobieta będzie takiego mężczyznę ratować, będzie mu matkować (musiała mieć taki wzór w domu), popychać ku rozwojowi lub duchowości a on może będzie „stawał okoniem.”

Naszym kobiecym Celem jest uziemienie. Możemy być duchowe.

Bycie „męską”/ wredną jest właściwe, bo to „piłka” w kierunku mężczyzny, żeby znalazł drogę do Źródła i żeby ruszył do korzeni i mężczyzn. Do równych relacji.
Jak nie zrobi tego, to może go czekać dużo agresji i pretensji ze strony kobiet – jeśli od tego będzie uciekał – to choroby, jak dalej nie odrobi lekcji to choroba zwali go z nóg. Będzie też wchodził w konflikty z kobietami: żoną, sąsiadkami czy koleżankami w pracy. Kobiety będą jego „katem” ale tak naprawdę to one mają zadanie skierować go ku Źródłu.

Dróg jest wiele – albo zwrócić się ku boskości bezpośrdnio i wtedy przekształcić bliskie relacje.
Można też przez różne terapie zwrócić się do rodziców a potem ku boskości.
Można i skosztować terapii wewnętrznego dziecka, jest wtedy nadzieja, że mówiąc wulgarnie „odpierdolimy” się od partnera/ki i siebie doprowadzimy do ładu.

Wtedy partner/ka może szarpać się ale my mamy spokój bo wiemy kim jesteśmy. Praktyka duchowa (od medytacji przez treningi aikido, taniec az po spotkania z duchwymi mistrzami – trzeba znaleźć coś dla siebie) tylko utwardzi nas i pozwoli spokojnie przyjmować to, co się dzieje.
Bo łatwo nigdy nie będzie.

Poczuj
Daj się prowadzić…

IMG_7957

Lustra

Są zwolennicy teorii luster i przeciwnicy tej teorii.
Ale lustra pokazują tak naprawdę ludzką świadomość.

Lustro w pozytywie kiedy jesteś spokojna i spotykasz spokojnych ludzi. Kiedy jesteś agresywna i lubisz boksować się z ludźmi – to też takich ludzi spotykasz.

Lustro w negatywie to kiedy wydaje ci się że jesteś spokojną, kulturalną osobą ale to tylko część ciebie – trochę nadmiernie miła ale w sytuacjach sam na sam z partnerem/ką czy dziećmi budzi się twoja czasem wściekłość. Jest ona „niewidoczna” dla ciebie bo jesteś jej nieświadoma, ale i ciało opowiada historię twojego wewnętrznego gniewu,
np. źle sypiasz, czasem w nieuzasadnionych sytuacjach wybuchasz wściekłością jak i ludzie którzy w spokojnych sytuacjach wydają ci się źli i przypisujesz im złe intencje.
Nie do końca wtedy panujesz nad tym co robisz, mówisz czy nawet czujesz.
Przyciągasz więc ludzi agresywnych, bo agresja nie jest przepracowana i zintegrowana. Narzekasz, że ludzi są agresywni, mówisz o tym, że „walczysz” z chorobami, itp. Przyciągasz wtedy „agresję” z zewnątrz, żeby ją zobaczyć u siebie, przepracować i zintegrować.

Najtrudniejsze są osoby, które ja określam jako żyjące w iluzji  (to też raczej lustro w negatywie albo wręcz lusto iluzji) – kiedy spotykamy złego człowieka ale przedstawia się jako anioł.
To bardzo często jednostki określane mianem narcyzów czy wampirów energetycznych. Sami przedstawiają się jako ci bez skazy, „chodzące czyste dobro” – kiedy tak naprawdę są zepsuci od środka – masz wrażenie, że wysysają energię i przykuwają uwage innych mówiąc i robiąc przykre rzeczy; narzekają, krytykują i opowiadają tylko o swoich trudnościach.

Zgadzam się z tym co napisała kiedyś Farida – mając wysoką świadomość wiesz, że na drodze napotykasz czasem mroczne i złe jednostki – jednak przy wysokiej świadomości potrafisz wtedy wdziać swoją wewnętrzną siłę i odpowiadasz na agresję aby chronić swoje granice.

Jeśli rozumiesz całą zewnętrzną grę – czasem odpuszczasz, bo wiesz, że nie musisz już nikomu czegoś „udowadniać”. I nie ma w tym pychy… wprost przeciwnie jest pokora. I współczucie, bo wiesz że to, co jest niskie w wibracji choćby najpiękniejsze zewnętrznie, musi w końcu ulec rozpadowi i wrócić do Źródła.

Masz świadomość, że w samym centrum istnieje miłość pochodząca z rdzenia boskości i  nie pozwalasz tego niszczyć innym, choćby zasypywali cię bardzo dobrymi „racjami”, stali przy wzniosłej idei lub mówili, że są twoimi „przyjaciółmi”.

mirror

Zaparcia

Miesiąc temu co chwila miałam na konsultacjach mamy z dziećmi z zaparciami.
Okazało się, że jedno z dzieci ma podejrzenie choroby Hirschprunga. To wrodzona choroba  – schorzenie unerwienia jelita. Brak wiązek nerwowych  uniemożliwiający pasaż treści jelitowych. Dochodzi do wstrzymywania kału w wyniku czego organizm może ulec zatruciu. Często chorują na tę chorobę dzieci z trisomią 21. Skrajny przypadek to zrośnięty odbyt.
Czy da się uleczyć Totalną Biologią? Zrośnięty odbyt trzeba udrożnić chirurgicznie, przy chorobie Hirschprunga podobnie. Jednak uważam, że warto przyjrzeć się co w projekcie /celu pracowało na to, że dziecko nie może wydalać… to co „wyleczymy” chirurgicznie może wrócić „inną drogą”.

Najbardziej zadziwiająca konsultacja to ta, w której po tygodniu skontaktowałam się ponownie z mamą i wspomniała, że poprawiła się jej relacja z partnerem (myślała o rozwodzie) ale że propos syna to nie może nic powiedzieć … bo wszyscy dostali wirusówki i mają …rozwolnienie…
Pomyślałam, że ładne oczyszczanie podświadomości zrobiła mama ale mama nie do końca była tego świadoma…
Jeśli nie wejdzie na „stare tory” wszystko się unormuje ale jeśli będzie trwać w swoich „słusznościach” problem … może wrócić.

Hmm zaparcia…
Zaparcia to niemożność znaczenia swojego terytorium. Ale co to znaczy?
Kiedy przeprowadzasz się do rodziców albo do teściów ze swoim mężem. Możesz czuć, że „nie jesteś u siebie” i ty masz dobrą perystaltykę ale twoje dziecko jest Twoim sejsmografem – więc z miłością ci to pokaże.
Są dwa rodzaje rozwiązań: albo się wyprowadzić na swoje (wygrać) lub zgodzić się w sobie że jest tak jak jest (przegrać).

Gdy dziecko ma zaparcia jest to ostatni moment żeby kogoś „zatrzymać” jeśli rodzice się kłócą i sytuacja grozi rozstaniem. Dziecko będzie w ciele pokazywać chęć zatrzymania któregoś z rodziców.

Zaparcia  gdy wyjeżdżamy lub musimy iść do szpitala maja wydźwiek „nie chcę ale muszę” czyli jest to wewnętrzna niezgoda na sytuację ale i… miejsce.

Najtrudniej kiedy nie umiemy odpuścić „obrzydliwej” lub „ohydnej” sprawy komuś w rodzinie – im dłużej taka sytuacja się przedłuża tym trudniej jelitom wydalić „niestrawialny” kęs. Jeśli takie odczucia towarzysza przed ciążą do 9 miesięcy i w ciąży. To jest duże prawdopodobieństwo że urodzi się dziecko z „jelitowymi problemami”, które będą prowadzić nas ku „katowi” czy „sprawcy” tak abyśmy umieli wybaczyć.

Co pomaga?
Szeptanki dobrane do sytuacji. Takie, które w nas wzbudzą emocjonalne odczucie (i pomogą nam zmienić myślenie o całej sytuacji). Często wspominam klientom o pokorze, o wrzaskach, płaczu. Czasem warto wstrząsnąć sobą żeby „puścić” swoje „racje”.
O diecie wspomagającej dobrą perystaltykę znajdziesz coś tutaj.

Będzie filmik w temacie. Do zobaczenia.

20170501_170301

 

 

Lęk wysokości

Znajomy dostał lęku wysokości odkąd urodziły mu się dzieci…
Szukaliśmy w drzewie genealogicznym czyli u przodków.
Może zawalił sie budynek, może ktoś spadł z wysokości? Kogoś zepchnięto?
Nic. Może w jakieś innej rodzinie… ale nie u niego.
I nagle olśnienie.

Łazariew wspomina o tym, że kiedy w naszej hierarchii stawiamy rodzinę bardzo wysoko, jako najwyższy priorytet (co w Polsce jest dość częste, gdyż troska o rodzinę jest po prostu pierwszoplanowa i dobrze widziana), to w duszy człowieka zachodzi zmiana…

Oto pojawia się lęk przed utratą rodziny, przed wypadkiem, który mógłby ich dotknąć. Wzrasta poziom agresji („ja i moja rodzina” stapia się w jedno).
Jesteśmy w stanie zrobić wiele dla męża/żony/dzieci – jesteśmy gotowi w ich obronie sięgnąć po bardzo „grube środki” aby im było lepiej – zaczynamy np. oczerniać tych którzy stanęli na drodze kariery naszych dzieci/współmałżonków, odebrali im wg nas należną im pracę/ wygraną/ chłopaka/ dziewczynę … powód może być bardzo błahy.
Po jakimś czasie… nie jesteśmy w stanie wybaczyć już nawet mniejszych uchybień względem naszej rodziny…
I to jest wystąpieniem przeciwko Sile Wyższej/Bogu.
To, co sądzisz że jest „Twoje” i zlewa się z Tobą z Twoim Ego – Bóg może Ci odebrać.

Znajomy długo na mnie patrzył. Strasznie trudno było to przełknąć.

Zalecenie.
Inaczej ustawiamy hierarchię.
Najpierw Bóg/Siły Wyższe. Potem rodzina.

Strach zaczął ustepować.

Pamiętaj więc
zostawisz wszystko i …
wrócisz do Domu.

Poczuj.
Daj się prowadzić.

20170508

 

Anemia

Anemia wg totalnej biologii to podświadome odmawianie sobie siły, rezygnacja z walki. Już prawdopodobnie we wczesnym dzieciństwie wypracowaliśmy strategię uników „udawanie umarłego” czyli zamieramy aby nie walcząc pozbyć się przeciwnika.
Dodatkowe pytania: Dla kogo jestem słaba/-y? Dlaczego nie pozwalam się sobie bronić i przeciw komu chciałabym się bronić ale tego nie robię? Bo czasem tą atakującą osobą jest matka/ojciec lub mąż czy dziecko a my w swoim wnętrzu mamy odczucie, że nie można/ nie wypada się bronić…

Anemia dotyka czasem nastolatków, czasem kobiety w ciąży, czasem kogoś w starszym wieku. Teraz już łatwiej będzie zrozumieć i przyjrzeć się temu… na kogo tak reagują czy ktoś za nadto nie naciska na nich? Chce dobrze, ale osoby odbierają to jako atak, ale taki przed którym nie ma możliwości obrony/ucieczki.

Co na poprawę stanu krwi?
Na pewno zastanowić się na kogo tak anemik reaguje? Jeśli jesteś jego mamą i sądzisz że to przez ciebie zastanów się co zmienić w swoim zachowaniu aby kogoś nie „atakować”.
Jeśli to ty jesteś anemikiem spróbuj wyrazić jasno swoje zdanie i dbaj o poczucie własnego komfortu, własne zdanie, własne terytorium bo prócz anemi mogą się potem przyklejać inne dolegliwości (bóle gardła, kaszel, wysypki jako znak próby odseparowania się od kogoś).
Fizjologicznie możemy mieć za mało kwasów w żołądku lub problemy z jelitami.

Dieta. Polecam zwiększyć ilośc zieleniny w menu (pietruszka zielona, pokrzywa – z tym że pokrzywa zawiera histaminę  i nie zawsze służy alergikom).
Szczególnie dobry jest tzw. miód pokrzywowy (zalewamy płynnym miodem np akacjowym – suchą pokrzywę i zażywamy po posiłkach, po łyżeczce przez okres 2-3 miesięcy).
Bardzo dobry jest zakwas z buraków lub w ogóle buraki. Również zwiększenie podaży witaminy C, kwasu foliowego czy witamin z gr B  może zwiekszyć wchłaniania żelaza. Warto więc w diecie zwiększyć ilość produktów zawierających te witaminy i minerały:
algi (np spirulina), lucerna, rokitnik, brzoskwinie, morele, jabłka, truskawki, wiśnie, czereśnie, maliny, owoce cytrusowe, rodzynki, fasolka szparagowa, szpinak, brokuły, sałata, marchew, pomidory, ziemniaki, kalafior, kapusta.

Jeśli  nie jesteśmy wegetarianami to dobrze jeść mięso wołowe lub wątróbkę, (z produktów przetworzonych pasztety, kaszanki, salceson), makrele, śledzie, sardynki i żółtka.

Czego unikać? Tak jak kiedyś wspominałam tego, co zawiera kwas fitynowy (ziarna i produkty pełnoziarniste chyba że ziarno namoczymy wcześniej i zakwasimy aby potem produkty ugotować/upiec – chodzi tu szczególnie o soczewicę, groch czy kaszę gryczana które choć bogate w żelazo to i tak kwas fitynowy upośledza znacznie ich wchłananie), kawy, herbaty zielonej i czarnej, kakao i w większości owoce jagodowe. Więcej o nadmiarze żelaza.

20160129_070057

„Nie trawię tego”

Rozkminki TB.
Dziewczynka lat 10. Ból brzucha. ”Po basenie. Po mieszance dziwnych napojów.”
Tak naprawdę… kłótnia z ulubioną koleżanką. Im bliżej… tym bolesniejsze to, co nawzajem raniacego powiedziały.
Powiedziała przepraszam. Ale koleżanka… nie.
I tu jest klimat ”nie trawię tego”.
Kiedy ciało słabnie… umysł się wycisza… wraz z Ego …z pędzącymi myślami.
Głodówka. No bo jak tu jeść jak chce się wymiotować? Boli brzuch?
Póki co wygląda że odpuscilo ale przyglądam się jak umysł lubi ”mieć rację.”
Choćby to czasem miało zabić.
Nie warto trzymać się myśli. Robią krzywdę. Są barierą do płynięcia miłości.

20180527_160521.jpg

Krople do oczu A.Haretskiego

Należy zebrać glistnik jaskółcze ziele (liście i łodygi). Najlepiej to zrobić, gdy glistnik już przekwitnął, ponieważ wtedy zawiera większą koncentrację zdrowych substancji i posiada większą energię. Następnie należy go rozdrobnić i z masy wycisnąć sok przez cienką tkaninę. Pozostawić sok na 5-10 godzin, a następnie przecedzić.
Do otrzymanego soku dodać naturalny miód wysokiej jakości w stosunku 1:1 (jedna część soku do jednej części miodu).
Do otrzymanej masy dodać 2-3% dobrej zwykłej soli i gotować na małym ogniu przez 15-20 minut. Powtórzę, że do otrzymania tego koncentratu należy użyć tylko i wyłącznie miód naturalny, najlepiej miód kwiatowy. Miód zakupiony gdzieś na targu lub w sklepie jest mieszanką niebezpieczną. Ostatnio dość popularne wśród pszczelarzy stało się dodawanie do miodu cukierków, takich jak karmel lub inne dodatki, w celu uzyskania lepszego koloru i smaku. Dzięki tym dodatkom można nie tylko uleczyć się z chorób, ale też nabawić się ich.

Następnie należy gotować tę mieszankę mieszając co jakiś czas oraz nie przykrywając garnka, żeby woda miała możliwość odparowania. Powstałą piankę należy usuwać. Otrzymany roztwór będzie koncentratem (który dalej będzie nazywany K1), który może być przechowywany w temperaturze pokojowej do 5 lat. Można go stosować do leczenia praktycznie wszystkich chorób oczu i regeneracji wzroku, gojenia różnych ran, wrzodów, włącznie z poparzeniami słonecznymi, przy odmrożeniach, alergiach skóry itd.

Do uzyskania kropli do oczu należy koncentrat (K1) rozcieńczyć w czystej destylowanej lub zwykłej (nie chlorowanej) ugotowanej wodzie w stosunku 1:1. Dla dzieci i płci pięknej można zrobić roztwór w stosunku 1:2. Otrzymany środek dalej będzie nazywany (G).

Oczy należy zakrapiać 3 razy dziennie po jednej lub dwie kropli w przeciągu 10 dni.
Po 10 dniach przerwy leczenie należy powtórzyć. Po zakropieniu oczu nie należy się śpieszyć z wycieraniem łez i resztek kropli. Najlepiej rozetrzeć płyn wokół powiek oraz na całej ich powierzchni. W ten sposób będzie lepszy efekt leczenia. Nieuniknione jest nieprzyjemne uczucie w ciągu 5-10 sekund podczas zakrapiania.
Stopień nasilenia uczucia zależy od koncentracji (K1) oraz stopnia zaawansowania choroby oczu. Jest to wręcz magiczny lek. Mało tego, że leczy prawie wszystkie choroby oczu, to jeszcze regeneruje wzrok. Stosowanie tego leku radzę przede wszystkim spawaczom i kierowcom, którzy często prowadzą samochód zwłaszcza w nocy, oraz ludziom o częstych bólach i zmęczeniach oczu.
Proszę wypróbować te krople, a rezultat działania na pewno będzie zadowalający dla każdego! Nie ważne w jakim stanie był wzrok do momentu rozpoczęcia leczenia. Przywrócenie stuprocentowego wzroku jest możliwe! Dany środek leczniczy (G) można stosować w postaci okładów stosowanych codziennie przez 5-10 minut. Czas trwania kursu leczenia wynosi 10 dni.
Po dziesięciodniowej przerwie kurs leczenia należy powtórzyć. Najlepszym okresem na przeprowadzenie leczenia jest urlop lub czas wolny od pracy. Chodzi o to, że w celu osiągnięcia trwałego rezultatu leczenia należy całkowicie zaniechać noszenia okularów i szkieł kontaktowych.
glistnik

13 matka chrzestna

Właśnie .. gdzie ja to czytałam…chrzestna … chrzestny…
Przychodzą… obdarowuja Cię.
Ale czasem bywa taka wredna mateczka chrzestna ”od cienia”.
Ta jak przywali Ci cieniem to od razu wiesz że ”uklujesz się wrzecionem” i umrzesz…
Jednym słowem … czarna owca w krainie matek chrzestnych.
Ale jako wszystko pochodzi od Boga to i śmierć bywa wybawieniem.
Ile razy trzeba umrzeć?
Żeby się na nowo narodzić.
Już w świetle…

Ku pamięci moich chrzestnych …
Aleksandry i Zygmunta 
Z głębi serca.

Cały ród to zbiorowisko przeróżnych postaci.
Rodzice na poziomie świadomości chcieliby zaprosić do naszego życia tylko to, co najlepsze.
Trochę takie lukrowane i słodkie a dziecko takie niewinne i wydaje się że ma możliwość stania się kim chce.
Zapominają o tym, że istnieją cechy które są związane w pakiecie. To, co niechlubne … to co trudne… to co wolałoby sie ominąć.
I ostatnia wróżka o tym przypomina. Na wkurwie ostatnia matka chrzestna mówi, co ma dla dziecka.
Niby zostaje to przekształcone przez 12 wróżkę
ale tak czy siak to cień… to jest TO do przepracowania.
Tak naprawdę tylko wtedy mamy szansę pracy nad sobą i osiągnięcie pełni gdy weźmiemy DAR od 13 wróżki.
Ciekawe, że w baśni tych dobrych wróżek jest 12 skład apostolski w starym, ludowym wydaniu.
I dla mnie królewna kluje się wrzecionem
wtedy kiedy ma zostać dorosła.
Potem budzi ją jej ”pierwiastek męski”?
Może to nowa idea, która ją zapładnia?
I wtedy dopiero zaczyna żyć w pełni.

Kobiety akurat właśnie umierają po wiele razy. Mówi się, że orgazm to mała śmierć. Poród dziecka to śmierć kobiety bezdzietnej i narodziny matki.

Nie bój się cienia on też prowadzi cię do światła.
Poczuj.
Daj się prowadzić…

Fot. E. Szymańczuk
IMG_7943

Satori

Satori to gra terapeutyczna pomagająca uwolnić się od niszczących i winiących przekonań i myśli.
Od maja 2018 zapraszam chętnych do gry. Sesje w maju i czerwcu kosztować będą 40 zł. W późniejszycm okresie przewiduję koszt 80 zł.

Satori jest bardzo pomocną grą terapeutyczną i pomaga skupić się na pozytywnych stronach trudnych czy traumatycznych wydarzeń a w naszym życiu.

https://www.youtube.com/watch?v=UhUuqmd1HYY&t=588s